„Dom na wzgórzu” Peter James

„Dom na wzgórzu” to książka, którą użytkownicy portalu Lubimy Czytać uznali za NAJLEPSZĄ KSIĄŻKĘ ROKU 2016  w kategorii HORROR. O tym ile warte są tego typu plebiscyty i czy sama oddałabym głos właśnie na ten tytuł, dowiecie się poniżej. Zapraszam.

 

O czym jest książka Jamesa łatwo się domyślić patrząc na okładkę – wielki dom w stylu georgiańskim, kolorystyka mocno przygnębiająca, dookoła łyse gałęzie starego drzewa, niebo mocno zachmurzone. Nad tym zachęcającym obrazkiem, oprócz nazwiska autora i tytułu książki widnieje napis „Mówili, że martwi nie mogą Cię skrzywdzić. Mylili się”.

TAK moi drodzy, robi się biznes! Bo nawet ja, osoba nie przepadająca za horrorami w wersjach książkowych nie mogłam przejść obojętnie obok tak wyglądającej pozycji. Poczułam się zachęcona i wręcz nie mogłam się doczekać kiedy zacznę swoją przerażającą przygodę w domu na wzgórzu Cold Hill.

Leciwy budynek, do którego wprowadza się młode, bogate małżeństwo z córką. Pleśń, grzyb, rozpadające się podłogi, walące się sufity, stara jak świat instalacja elektryczna, odłażące od ścian tapety –  to wszystko to nic. Koło domu jest jeziorko po którym pływają kaczuszki i właśnie TO przekonuje rodzinę do zakupu tej absolutnej rudery.

Okazuje się oczywiście, że rudera miała już kilkunastu właścicieli nikogo więc nie zdziwi, że w chałupie straszy. W jaki sposób straszy? Trochę stuka, puka, pojawiają się jakieś błyski w korytarzu, czasami jakiś duch przejdzie ze ściany do ściany. Potem akcja nabiera tempa. Duchy zaczynają wysyłać do głównych bohaterów smsy i pisać za nie bardzo brzydkie maile. Przerażające prawda?

Ta książka to chłam. Wybaczcie tą nomenklaturę, rzadko używam w swoich wpisach tego typu słownictwa, ale myślę, że silenie się na elokwencję i owijanie w bawełnę nie ma tu najmniejszego sensu.

Ta książka nie straszy, ona nawet nie wywołuje poczucia niepokoju. Ona ciut śmieszy, irytuje, drażni, ale jeśli chcecie się zlęknąć to sięgnijcie po „Lśnienie” Kinga, albo „Czarny Wygon” Dardy, nie po „Dom na wzgórzu” Jamesa.

Zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest stworzyć coś oryginalnego i porywającego na bazie tak oklepanego motywu książkowego i filmowego jakim jest nawiedzony dom, ale ludzie…. Kingowi się udało. Tutaj autor poniósł sromotną porażkę. Brak pomysłu i tragiczna narracja spowodowały, że ta książka gdyby mogła, wylądowałaby w moim koszu na śmieci, ale szkoda mi czytnika.

Zero klimatu grozy, zero dreszczyku przebiegającego po plecach, tą książkę można czytać o północy, na środku cmentarza, a i tak nie poczujemy lęku. Naprawdę! Wyjaśnię jeszcze jedną rzecz – jestem strachobździejem. Boję się ciemności, boję się duchów, a horrory oglądam zza tarczy ochronnej (czyt. zza koca, ewentualnie poduszki) która ma mnie osłonić przed działaniem złych mocy. Boję się wszystkiego, kiedyś idąc ulica przestraszyłam się własnego cienia. Mimo to „Dom na wzgórzu” nie przestraszył mnie ani razu. Niech to świadczy o poziomie tej  książki.

Nie czytajcie tego, szkoda czasu.

Aga
Witaj! Mam na imię Agnieszka, z zawodu jestem pielęgniarką, a moją największą pasją w życiu są książki. Jestem w stanie zakochać się w każdym gatunku literackim, dlatego też nie mam ulubionego nurtu, czytam dużo, dla przyjemności i z wielką radością. Na blogu przedstawiam Ci subiektywne spojrzenie na poszczególne tytuły, licząc na Twoje zainteresowanie i ciekawą dyskusję. Pozdrawiam!
  • Klaudia Kałążna

    Dziękuję za tę recenzję, bo jeszcze bym się skusiła! Uwielbiam kryminały i horrory!

    • Na pewno znajdziesz dużo ciekawsze tytuły niż „Dom na wzgórzu” 🙂

  • Magda

    ma się wrażenie, że to wszystko już było, że to się już gdzieś słyszało, widziało

    • Magdo, bo to wszystko już było, znasz tą historię na pamięć nawet jeśli nie czytałaś książki. Autor nie dodał tutaj zupełnie nic od siebie.

  • Dominika Rygiel

    Konkretnie i na temat. Zastanawiam się jednak co Cię skłoniło do skończenia lektury 😀 W połowie chyba bym się poddała 😉

    • Po to, aby jakiś zabłąkany czytelnik przypadkowo nie wszedł w jej posiadanie. 🙂

    • Jak zawsze głupia ja i naiwna, aż do ostatniej chwili mocno wierzyłam w to, że może jednaj, jakimś cudem na końcu czeka mnie wielkie zaskoczenie. Niestety, było tam tylko wielkie rozczarowanie.

  • Niestety to i tak książka nie dla mnie, bo nie czytam takich 😉

  • Nie lubię horrorów, jakoś nie przepadam za tym gatunkiem, bardziej wolę thrillery psychologiczne. Swoją drogą zastanawiają mnie te rankingi, jak tyle osób może głosować, skoro książka jest kiepska… czyżby zwycięzca rankingu zależał od tego, czy wydawca.promotor zapłaci za miejsce?
    Wielu autorów tak twierdzi;-)

    • Dobry horror nie jest zły, ale trafić na taki to dosyć skomplikowana sprawa 🙂 Jeśli o plebiscyty chodzi to nigdy nie ufałam tego typu rzeczom. Uważam, ze wygrywa książka, w której promocję wydawnictwo włożyło najwięcej pieniędzy i która ma ładną okładkę. Jeśli TO zostało uznane za horror roku 2016 to rodzi się pytanie, nie o poziom czytelnictwa w Polsce pod względem ilości osób czytających, ale o poziom i jakość wybieranych lektur.

  • Strachobździej – świetne określenie 😀

  • kasiamuniaczkowa

    Dobrze wiedzieć żeby nie tykać nawet kijem 😀 a miałam ochotę na tę książkę, bo bardzo lubię horrory i grozę, ale jednak obejdę szerokim łukiem i poszukam czegoś innego 😉 a strachobździej – mistrz 😀

    • Ciesze się że uchroniłam kolejną duszyczkę przed sięgnięciem po coś tak okropnego 😉 Bycie strachobździejem nie jest łatwe 🙂

  • Ja lubię horrory, dla mnie 90% A nich to naprawdę świetne komedie. Nie boję sie ich. Choć zdarzają sie takie książki/filmy, które pobudzają moją wyobraźnię, a ona płata figle i uruchamia procesy leku😊
    Na te książkę jednak sie nie skuszę. To zwykły przeciętniak, szkoda czasu.

  • Nie lubię tego typu książek i pewnie bym jej nie kupiła. Przekonałam się jednak nie raz już, że to co jest okrzyknięte bestsellerem czasem nie jest warte funta kłaków!

  • KO-CHAM <3 Jak ja lubię, jak ktoś nazywa rzeczy po imieniu! Może nie przeczytam książki, ale przeczytam Twojego bloga!

  • moje oczy dostały właśnie orgazmu! To było zanim zobaczyłem opis.. niestety.. Kocham horrory, a Mastertona przeczytałem wszystko co tylko napisał.. z horrorów, bo poradniki nie sięgałem.. Lśnienie Kinga – fakt! kozak lektura, ale i Master ma się czym chwalić, jeżeli o ten gatunek chodzi. Nie pisał powieści na 500 stron, ale w dość krótkich książkach zawierał wszystko, co trzeba, by wywołać u czytelnika obawę pprzed pójściem spać:)

  • Jeszcze nie czytałam, ale widzę, że nie mam czego żałować, już wiem, czego po książce się spodziewać. 🙂
    Bookendorfina