„Nazywam się Cukinia” Gilles Paris

„Nazywam się Cukinia” szturmem zdobywa serca czytelników w Polsce. Książka, która pierwszy raz ukazała się u nas dziesięć lat temu pod tytułem „To ja, Matołek” przeżywa odrodzenie, a wszystko za sprawą ekranizacji która niedawno weszła do kin. Zanim wybierzecie się do najbliższego Multikina zastanówcie się dobrze czy warto.

Chwyciłam za książkę Paris bo miała wzruszać, no cóż… Zacznijmy od początku.

Cukinia tak naprawdę nazywa się Ikar, a dlaczego wszyscy nazywają go jak warzywo? Nie wiadomo. Nikt nigdzie tego nie wyjaśnia, więc Cukinia bo tak.

Cukinia żyje z mamą, a chwilę później staje się mieszkańcem domu dziecka co jasno oznacza, że z jakiś powodów z mamą nie mógł dłużej zostać. Dlaczego? Korci mnie żeby Wam powiedzieć, ale nie będę małpą i tego nie zrobię. Powiem tylko, że stało się coś naprawdę bardzo, ale to bardzo złego.

Cukinia poznaje w domu dziecka takich jak on. Dzieci pokrzywdzone przez los, maltretowane przez rodziców, gwałcone, głodzone, bite i niekochane. Dopiero w miejscu takim jak to mały chłopiec dowiaduje się czym jest przyjaźń, miłość i bezpieczeństwo.

Tyle słowem wstępu.

Ta książka nie jest dla dzieci – to pewne. W moim przekonaniu dla dorosłych też nie jest. Autor już na wstępie zaznacza, że przedstawione w niej historie nie są prawdziwe, ale w napisaniu książki inspirował się opowieściami zasłyszanymi od pracowników domu dziecka Pressoirs du Roy. No właśnie. Od pracowników, nie od dzieci. Może gdyby pisarz pokusił się o nieco dłuższe research, może gdyby poświęcił czas wychowankom, posłuchał jak wygląda świat widziany ich oczami, może wtedy wyszło by z tego coś naprawdę doskonałego i ważnego. Przecież to książka o dzieciach, dlaczego więc pisać ją na podstawie wypowiedzi dorosłych?

„Nazywam się Cukinia” jest dla mnie mało wiarygodna. Główny bohater który ewidentnie cierpi na pewnego rodzaju zaburzenia zarówno w rozwoju psychicznym jak i emocjonalnym już po chwili przebywania w środowisku innym niż domowe, przesiąknięte patologią, serwuje czytelnikowi przemyślenia godne dorosłego człowieka. Tego typu nierówność utrzymuje się przez całą opowieść, co być może miało coś głębokiego na celu, we mnie jednak wywołało jedynie irytację.

Tytułowy bohater wychodzi z domu w którym nie zaznał miłości i w którym doszło do tragedii, prawie że bez żadnej traumy. Niepotrzebne są tu długie godziny spędzone z psychologiem dziecięcym, chłopiec nie sprawia problemów wychowawczych. Jest ufny, ale nie skrajnie ufny – tak zwyczajnie, jak każde dziecko wychowywane w szczęśliwej rodzinie.

Powtórzę się, ta książka nie jest dla dzieci, bo zdecydowanie dla nich może być zbyt drastyczna i bez odpowiedniego podejścia rodzica może wywołać w nich strach. Historia Ikara (czyt. Cukinii) w moim przekonaniu nie jest też dla dorosłych, choć może nie powinnam wypowiadać się w imieniu wszystkich osób po ukończonym 18 roku życia.

Ta książka nie jest dla mnie. Nie wzrusza, nie porusza, nie zmusza do przemyśleń. Ot krótka lektura na dwa wieczory, którą na całe szczęście czyta się szybko. Myślę, że równie szybko o niej zapomnę i na pewno nie pójdę na jej ekranizację do kina choć po obejrzeniu zwiastuna mam wrażenie, że będzie ona o niebo lepsza od książkowego pierwowzoru.

Aga
Witaj! Mam na imię Agnieszka, z zawodu jestem pielęgniarką, a moją największą pasją w życiu są książki. Jestem w stanie zakochać się w każdym gatunku literackim, dlatego też nie mam ulubionego nurtu, czytam dużo, dla przyjemności i z wielką radością. Na blogu przedstawiam Ci subiektywne spojrzenie na poszczególne tytuły, licząc na Twoje zainteresowanie i ciekawą dyskusję. Pozdrawiam!
  • Też pomyślałam o tym, że to może być ten przypadek, kiedy film/animacja jest lepsza od książki 🙂 I teraz się zastanawiam, czy pisać swoją recenzję, bo musiałabym powtórzyć słowo w słowo, co Ty napisałaś 😉

  • Zawsze staram się sięgnąć najpierw po książkę zanim obejrzę film. Ekranizacje często za bardzo upraszczają świat pokazany w książce.
    Ta zapowiadała się ciekawie, ale nie lubię niewiarygodnych książek.
    Dzięki za recenzję!

  • Dzieki za szczerą opinię! Czasem tak jest że film lepszy od ksiazki, znam takie przypadki!

  • Nie czytałam, ani nie oglądałam, ale słuszna uwaga – skoro książka jest o dzieciach i o ich świecie i światopoglądzie traktuje, zapytanie dorosłych z Domu Dziecka to trochę jakby za mało…to nawet trochę śmieszne. W sensie, ok, jeżeli miał taką potrzebę, ale nie pisałabym tego na książce, ani tym właśnie książki nie promowała.

    Dzięki za recenzję! 🙂

  • Mnie do Cukinii jakoś nie ciągnie. Film w ogóle nie kusi. Myślę, że po lekturze Twojej recenzji, wybiję to sobie z głowy (gdyby mnie coś naszło kiedyś).

    W ogóle, tak odnośnie do recenzji, świetnie, że napisałaś o tym szczerze i bez kombinowania 🙂

  • Nie słyszałam ani o książkę czy filmie, ale dziękuję za recenzję. Choć tytuł jest bardzo interesujący jak dla mnie, to dobrze jest przeczytać szczerą recenzję, w której prosto piszesz, że nie jest ciekawą propozycją. Dzięki Aga! 🙂

  • Może Cukinia dlatego, że sama cukinia w smaku jest nijaka? Po przeczytaniu twojej recenzji odnoszę wrażenie, że taki właśnie jest bohater- nijaki. Cóż, oglądałam recenzję bajki i podobno wyszło tak sobie, jeśli chodzi o samą historię, a dobrze jeśli chodzi o animację.
    Sama nie wiem. Czytać, nie czytać? Może dla samej „rozrywki” (jeśli można tak to ująć), ale chyba wartości edukacyjnych tu wiele nie znajdę…

  • Nie miałam pojęcia o isteniu ani książki, ani filmu. Po Twojej recenzji na bank ją ominę szkoda tracić czas, a mogła to być naprawdę wartościowa pozycja.

    • Cześć Dolciu :* Dawno Cię tu nie było, fajnie, że wpadłaś 🙂 Omiń książkę, poszukaj czegoś lepszego 🙂

  • sprochniala

    Książka do mnie nie przemawia. Czytałam kilka pozytywnych recenzji, jednak żadna mnie nie przekonała. Spodziewam się po książce podobnych odczuć jak te, które opisałaś.

  • Dominika Rygiel

    Bardzo CI dziękuję za te szczere słowa <3 Zastanawiałam się głęboko nad tym tytułem (głównie dzięki bardzo pozytywnej recenzji znanej blogerki). I uf, okazuje się, że ufam bardziej Tobie aniżeli jej. Wywalam z koszyka. :*

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Na początku chciałam bardzo przeczytać książkę, bo w jednej recenzji została ukazana jako lektura poruszająca, w pewien sposób brutalna, ale również bardzo mądra. Cieszę się, że to sprostowałaś 🙂 Nie lubię, gdy dzieci w powieści tracą na tej swojej dziecinności, gdy robi się z nich na siłę młodych dorosłych. Rozumiem, że mogą nieść na sobie duży bagaż doświadczeń, ale nie powinno im przybywać mądrości życiowych i tego spokoju, akceptacji i zrozumienia, co udziela się z wiekiem. Ponadto nie lubię, gdy tragedie są umniejszane. A skoro Cukinia wyszedł ze swoich bez szwanku, bez żadnych zadrapań na umyśle – nie jest to wiarygodne. O czym napisałaś 🙂 Chyba nie sięgnę po lekturę 🙂

  • Pingback: Nazywam się Cukinia – Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi()