„Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro

„Okruchy dnia” to powieść która została nagrodzona nagrodą Bookera czyli najbardziej prestiżową nagrodę literacką przyznawaną w Wielkiej Brytanii. W tym roku jej autor zdobył literacką Nagrodę Nobla wywołując niemałe zaskoczenie wśród czytelników. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią o najgłośniejszej książce pisarza.

„Okruchy dnia” to zdecydowanie książka wyjątkowa z jaką osobiście do tej pory jeszcze się nie spotkałam. Cóż takiego w niej jest, co odróżnia ją od całej reszty powieści wydanych na rynku? Czy chodzi o temat? Nie, przecież mamy wiele książek o tematyce zbliżonej do tej zawartej w „Okruchach dnia”. O co więc chodzi?

Fabuła

Stevens jest kamerdynerem, ojciec Stevensa również był kamerdynerem – rodzinna tradycja. Stevens przez lata służby u lorda Darlingtona staje się świadkiem wzlotów i upadków swojego pracodawcy, jest niemym uczestnikiem wydarzeń mających wpływ na losy całego świata, służy najpotężniejszym ludziom jacy chodzili po Ziemi. Swoje obowiązki wypełnia z godnością i wiarą w ich słuszność, a przede wszystkim z pełnym poświęceniem. Po śmierci lorda Darlingtona nowy chlebodawca kamerdynera odsyła go na przymusowy urlop. Nasz bohater wybiera się w samochodową podróż do Kornwalii na spotkanie z Panną Kenton – dawną pokojówką w Darlingtonhall. Ten krok okaże się nie tylko podróżą po kraju, ale również podróżą do własnego wnętrza i wspomnień.

Jak ja to widzę

Podczas przemierzania kilometrów przez Anglię postać wykreowana przez autora snuje opowieść o swoim życiu, w szczególności o swojej służbie. Stajemy się odbiorcami Stevensa, jego słuchaczami, poznajemy świat widziany oczami kamerdynera. Nie człowieka, nie mężczyzny, ale KAMERDYNERA. Stevens poświęca całe życie na to aby służyć innym, cały wysiłek i intelekt wykorzystuje do zaspokajania potrzeb swoich chlebodawców.

Stevens się nie liczy, jego przekonania i wierzenia się nie liczą, jego światopogląd nie ma znaczenia podobnie jak jego uczucia, a przecież kamerdyner mimo wszystko jest człowiekiem, nie maszyną.

Ishiguro w swojej książce nie mówi wprost o wielu rzeczach. Opowieść Stevensa snuta jest w niespieszny i spokojny sposób, jak na prawdziwego służącego przystało z zachowaniem dystansu i godności. Nie ma tu mowy o wielkich uczuciach, o miłości, o drżeniu rąk i serca kiedy jest się blisko drugiej osoby. A przecież Stevens i Panna Kenton widują się codziennie.

„Okruchy dnia” to książka do której należy podejść z dużą dozą cierpliwości i wyrozumiałości. Mimo, że ma ona niewiele ponad 200 stron jej czytanie może zająć więcej czasu, niż można się tego spodziewać. Jednak warto. Ishiguro pokazał w niej wielki kunszt pisarki. Bez odwoływania się do skrajnych uczuć i emocji, potrafi wywołać w czytelniku poczucie żalu, złości i rezygnacji.

Żal rodzi się kiedy zdajemy sobie sprawę z beznadziejności sytuacji w jakiej znalazł się Stevens – po latach oddanej służby skazany na samotność. Złość pojawi się, kiedy zrozumiemy, że tak naprawdę bohater na własne życzenie zmarnował swoje życie osobiste w pełni oddając się innym, nie otrzymując za to nic w zamian. Rezygnacja zrodzi się kiedy pełni nadziei na to, że może choć teraz Stevens postanowi pomyśleć o sobie nie jako o służącym, ale jako o człowieku dowiemy się, że tak się nie stanie.

Słowo końcowe

Wzruszająca książka wymagająca od czytelnika niespiesznego wgłębienia się w fabułę. Będzie trudnym orzechem do zgryzienia dla osób, które lubią kiedy dzieje się dużo, szybko i „głośno” – to nie jest tego typu opowieść. Uczta dla wszystkich, którzy interesują się tematem starych angielskich posiadłości i sposobu ich funkcjonowania np. w dwudziestoleciu międzywojennym. To obraz pełnego oddania i absolutnej wierności, wierności osobom obcym, mocno poruszający w czasach w których nie potrafimy być wierni nawet swoim najbliższym.

Aga
Witaj! Mam na imię Agnieszka, z zawodu jestem pielęgniarką, a moją największą pasją w życiu są książki. Jestem w stanie zakochać się w każdym gatunku literackim, dlatego też nie mam ulubionego nurtu, czytam dużo, dla przyjemności i z wielką radością. Na blogu przedstawiam Ci subiektywne spojrzenie na poszczególne tytuły, licząc na Twoje zainteresowanie i ciekawą dyskusję. Pozdrawiam!
  • Nazwisko autora jest teraz bardzo popularne, a wszystkie przez tę Nagrodę Nobla. Ja sama nie spodziewałam się, że to on zostanie nagrodzony. Byłam w wielkim szoku! Chętnie poznam „Okruchy dnia”, aby przeczytać przemyślenia kamerdynera. Zadziwia mnie to, że jest on tylko kamerdynerem, a nie człowiekiem.

  • Ja również się zachwyciłam <3 Najlepsze jest to, że właściwie wszystkie uczucia Stevensa trzeba wyczytywać z kontekstu, że nic o nim nie dowiemy się wprost 🙂

  • Ostatnio złapałam książkowego lenia i wstyd się przyznać, ale czytam jedną książkę z takim uporem, że jak tak dalej pójdzie, skończę ją w grudniu….Aga! Zaglądam do Ciebie po jakąś inspirację! Choć lubię jak w książce dzieje się dużo, to po przeczytaniu Twojej recenzji, dałabym szansę „Okruchom dnia” 🙂