„Powołanie Trójki” tom II cyklu „Mroczna Wieża” – Stephen King

Do tej pory spotykałam się z opinią, że „Roland” czyli I tom cyklu „Mroczna Wieża” jest wstępem do czegoś genialnego, niepowtarzalnego, że każda kolejna część stworzona przez autora jest lepsza od poprzedniczki. Czy w moim odczuciu rzeczywiście tak jest? Zapraszam do zapoznania się z wpisem poświęconym „Powołaniu Trójki” czyli II tomowi cyklu.

Nie jest tajemnicą moja niechęć do Kinga jako do autora oraz mój niespodziewany i zaskakujący mnie samą zachwyt nad I tomem cyklu „Mroczna Wieża” . Po przeczytaniu „Rolanda” bez najmniejszego wahania sięgnęłam po kolejną część opowieści, po „Powołanie Trójki” przekonana o  tym, że mam do czynienia z arcydziełem.

Z każdej możliwej strony dobiegały do mnie głosy czytelników i fanów Kinga przekonujących mnie, że „Roland” był tylko wstępem i to wcale nie najlepszym, że teraz będzie już tylko lepiej, że każda kolejna część jest na coraz wyższym poziomie. Tego typu głosów praktycznie nie było końca, łatwo więc można sobie wyobrazić jak wielkie oczekiwania miałam względem II tomu „Mrocznej Wieży”

Nie zawiodłam się. Historia faktycznie mnie urzekła choć na wielkie „wow” musiałam odrobinę zaczekać.

Roland – ostatni rewolwerowiec – wciąż odbywa swoją wędrówkę w poszukiwaniu Mrocznej Wieży. Łatwo nie jest, droga jest trudna, warunki niesprzyjające. Na swojej ścieżce Roland napotyka drzwi (dwoje dokładnie) i tutaj zaczyna się historia.

Przenoszenie się w czasie to motyw w literaturze do którego podchodzę tak sceptycznie, że chyba już bardziej się nie da, a jednak – zaskoczenie. King ulepił u siebie ten temat w tak umiejętny sposób, że nie czułam żadnego dyskomfortu podczas lektury. Tutaj wszystko składa się w sensowną całość i jest ciągiem logicznych wydarzeń dzięki czemu motyw ten nie stał się komicznym wytworem powodującym u mnie irytację, a niezbędnym, ciekawym wątkiem,  który po zazębieniu się wywołał we mnie właśnie ten oczekiwany efekt „wow”.

Roland już nie odbywa swojej podróży sam. Zgodnie z przepowiednią (nie powiem jaką i nie powiem czyją – to byłby spoiler I części) rewolwerowcowi towarzyszy dwoje ludzi, którzy wydają się absolutnie nie na miejscu. Narkoman i schizofreniczka  – tyle mogę powiedzieć, bo tego dowiecie się z tylnej okładki książki –  to nie koniecznie wymarzone towarzystwo do pokonywania trudności, przeciwstawiania się losowi i gonienia za nieuchwytnym. A jednak! Można? Można.

Świat stworzony przez Kinga w II części „Mrocznej Wieży” jest światem wciągającym, choć mam wrażenie, że tutaj jest już więcej Króla w Królu co w moim przypadku działa delikatnie na niekorzyść książki. Przypominam, że nie jestem znawczynią autora i mam praktycznie zerowe doświadczenie z jego pracami, ale zawsze miałam wrażenie, że King jest nieco przegadany.

„Roland” czyli pierwszy tom „Mrocznej Wieży” urzekł mnie swoją surowością. Brakiem zbędnych opisów, bardzo konkretnymi i zwięzłymi informacjami przekazywanymi czytelnikowi przez autora. W II części widać, że King nabrał nieco warsztatu, że rozwinął się jako pisarz i niestety jako gawędziarz. Pojawiają się tutaj zupełnie zbędne dla mnie opisy nieistotnych elementów, przez co historia nieco się dłuży.

Czy rzeczywiście II część jest lepsza od pierwszej? W moim przekonaniu są równie dobre i zachwyciły mnie w podobny sposób. Nie jestem w stanie przyznać racji wszystkim tym, którzy mówią, że „Roland” był tylko kiepskim wstępem do genialnej historii, bo jak na razie ma on zalety, których nie posiada część II – „Powołanie Trójki”. Cenię zarówno I jak i II część i nie pokuszę się na wyłonienie zwycięzcy w rankingu na lepszą książkę,a  uczciwie przyznam złoty medal obu tomom.

Z czystym sumieniem polecam Wam zapoznanie się z „Mroczną Wieżą” szczególnie, jeśli podobnie jak ja jesteście absolutnymi sceptykami literatury fantasy, horroru i Kinga w szczególności. Wyjdźcie ze swojej strefy komfortu i przekonajcie się jak bardzo świat literatury może Was zaskoczyć 🙂

 

Aga
Witaj! Mam na imię Agnieszka, z zawodu jestem pielęgniarką, a moją największą pasją w życiu są książki. Jestem w stanie zakochać się w każdym gatunku literackim, dlatego też nie mam ulubionego nurtu, czytam dużo, dla przyjemności i z wielką radością. Na blogu przedstawiam Ci subiektywne spojrzenie na poszczególne tytuły, licząc na Twoje zainteresowanie i ciekawą dyskusję. Pozdrawiam!
  • Interesująca recenzja! Nie znam I części, więc postaram się sięgnąć po nią w pierwszej kolejności 😉 Miłego dnia!

  • Ja też nie jestem fanem takiej literatury, bardziej sobie cenię książki naukowe, biograficzne i generalnie literaturę faktu. Ale po takiej recenzji chyba rzucę okiem i na takie książki. Będzie to fajna odskocznia. Dzięki! 🙂

  • Ewelina Szymczak

    Kiedyś lubiłam czytać Kinga 🙂 zachęciła mnie Twoja recenzja i chyba sięgnę po „Mroczną wieżę”

  • TAK, warto wyjsc ze swojej strefy komfortu, takze czytelniczej, siegnac po pozycje, ktorych zwyczajowo nie czytamy i zaczytac sie, odkryc nowe horyzonty. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Nigdy nie zaczytywałam się w Kingu. Od lat planuję dać mu szansę i sięgnąć po jego klasykę, ale jakoś nie wychodzi. 😉

    • Jeśli kiedyś zdecydujesz się na bliższe poznanie autora, to polecam właśnie „Mroczną Wieżę” 🙂

  • Ja uwielbiam twórczość Stephena Kinga i za ten cykl tez w koncu sie wezme. 🙂