„Wielki Marsz”Richard Bachman (Stephen King)

Książka wydana w 1979 roku na polskim rynku pojawiła się 13 lat później, w roku 1992. Mimo upływu czasu to opowieść wciąż aktualna i myślę, że przerażająca nie mniej niż w dniu kiedy pierwszy raz trafiła w ręce czytelników. Co mnie, osobę która nie przepada za twórczością Kinga zachwyciło w „Wielkim Marszu”? Zapraszam do wpisu.

 

Fabuła

Co roku na stracie Wielkiego Marszu staje stu chłopców do 18 roku życia. To dzieciaki wyselekcjonowane z kilkuset chętnych do tego aby wziąć udział w tym podniosłym wydarzeniu, którym żyją całe Stany Zjednoczone. Każdy z uczestników otrzymuje swój numer, pas z przetworzonym jedzeniem w tubkach oraz manierkę z wodą i z takim ekwipunkiem musi wykonać zadanie, które polega na dojściu do mety oddalonej o ponad 500 km. Nic trudnego prawda? Skąd więc to poruszenie, skąd te emocje związane z marszem? Widz polega na tym, że podczas marszu uczestnikom nie można się zatrzymywać. Ani na chwilę. Nie wolno im nawet zwalniać kroku. Jeśli to zrobią, otrzymają upomnienie, jeśli powtórzy się to trzykrotnie… Wielki Marsz wygrywa jeden chłopiec. Ten który przeżyje.

Jak ja to widzę

„Wielki Marsz” to historia która jest uniwersalna i czytana przez czytelników za 50 lat będzie mam nadzieję, robiła wciąż takie samo wrażenie jak dzisiaj i jakie robiła ponad 20 lat temu. Fabuła nie należy do skomplikowanych, akcja toczy się jednotorowo, narracja jest pierwszoosobowa co więc sprawia, że ta historia porusza i zapada w pamięć?

Stephen King w swej opowieści o corocznym marszu ukazał czytelnikowi pełen przekrój ludzkich wad i niedoskonałości. Na niespełna 300 stronach nakreślił nam obraz człowieka zawistnego, zniewolonego przez system i władzę, okrutnego i w końcu zobojętniałego na cierpienie i śmierć innych. To poruszająca historia o ludzkiej niedoskonałości, która w ekstremalnych warunkach przyjmuje najbardziej wyrachowaną formę. To również powieść o bezwzględności władzy, o ucisku systemu na jednostkę. To obraz człowieka, który gotów jest poddać się propagandzie bez względu na konsekwencje jakie będzie musiał ponieść w związku z tym. Brutalna, chwilami krwawa i obrzydliwa prawda zawarta w „Wielkim Marszu” wstrząsa, King nie szczędzi czytelnikowi opisów przyprawiających o mdłości nie są one jednak celem samym w sobie, są środkiem do przekazania przykrej prawdy o ludzkim gatunku.

Choć w książce nie zabrakło również fragmentów, które powinny podnieść na duchu, które mówią o tym, że nie każdy jest zupełnie obojętny na los tych z którymi przyszło im maszerować, że w niektórych chłopcach budzą się ludzkie odruchy, że gdzieś głęboko w nich zakorzenione jest poczucie solidarności, współczucia i indywidualności to w ogólny rozrachunku te przejawy człowieczeństwa tracą na znaczeniu. Marsz może wygrać i tak tylko jeden z nich.

 

 

Podsumowanie

Dlaczego zachwyciłam się „Wielkim Marszem” nie będąc fanką twórczości Stephena Kinga? Ponieważ ta książka to horror w którym nie przerażają pozaziemskie istoty, nadprzyrodzone moce, duchy czy wampiry. Tu nie mają znaczenia opuszczone domy, wielkie stare hotele czy podmiejska kanalizacja. W ‚Wielkim Marszu” przeraża człowiek i to do czego jest zdolny w stosunku do siebie jak i do innych. To poruszająca historia, która w swej prostocie poddaje analizie ludzki gatunek i zmusza do przemyśleń na temat człowieczeństwa. To dystopijna wizja świata, która wydaje się tak bardzo nam bliska, a przez to jeszcze bardziej przerażająca. King stworzył w moim przekonaniu powieść idealną, która zawiera w sobie wszystko to co powinna mieć dobra książka. Mamy tu dreszcz emocji, doskonałe dialogi, fantastycznie skonstruowaną fabułę i bardzo ciekawych bohaterów. I pytanie – kto dotrze na metę?

Polecam gorąco! Ta książka warta jest każdej poświęconej jej chwili.

Aga
Witaj! Mam na imię Agnieszka, z zawodu jestem pielęgniarką, a moją największą pasją w życiu są książki. Jestem w stanie zakochać się w każdym gatunku literackim, dlatego też nie mam ulubionego nurtu, czytam dużo, dla przyjemności i z wielką radością. Na blogu przedstawiam Ci subiektywne spojrzenie na poszczególne tytuły, licząc na Twoje zainteresowanie i ciekawą dyskusję. Pozdrawiam!
  • Uwielbiam horrory – krwawe, niekrwawe, z duchami, zjawami, dziwnymi stworami (może trochę mniej z wampirami). Jeśli chodzi o Kinga, czytałam tylko „Joyland” i bardzo się zawiodłam. To miała być taka książka, gdzie straszny wątek nie gra pierwszych skrzypiec, ale mimo to przeraża. Cóż, zawiodłam się srogo. Książka byłą przegadana, główny bohater nudny, wiecznie ciągnęły się wspomnienia o jego nieszczęśliwej miłości. I tak od tamtej pory nie czytałam Kinga. Teraz na półce czeka na mnie „Misery” i ta powieść dostanie swoją szansę jeszcze w tym roku. A „Wielki marsz” zapisuję na liście – skoro nawet Ty polecasz, to znaczy, że naprawdę warto. 🙂

  • Ja też za Kingiem nie przepadam, kiedyś przeczytałam „Cmętarz zwieżąt” i choć był naprawdę świetnym horrorem, to niczym mnie nie zauroczył i nie czuję wobec niego żadnego sentymentu. Natomiast opis „Wielkiego marszu” przekonuje mnie, i to bardzo, a twoja pozytywna recenzja jeszcze bardziej ^^

  • Masz rację, chyba o sile tej książki stanowi to, że jest tam droga i akcja – i niewiele więcej. Dla mnie to powieść m.in o manipulacji. „Wielki Marsz” przeczytałam w liceum i został ze mną na zawsze. Do tej pory, gdy widzę kogoś na szlaku w górach w trampkach, od razu przypominają mi się sceny z tej książki z tego rodzaju obuwiem w roli głównej na długiej trasie…

    Zastanawiam się, dlaczego napisał ją pod pseudonimem – nigdy nie zgłębiałam tego. Wiesz może?